Julie wpatrywała się w blondyna. Minęło już dobre parę godzin, od kiedy siedzieli naprzeciw siebie. Chłopak nie wydawał się być do końca zdrowy, chorowity wygląd sprawiał, że wyglądał na zmęczonego. Dziewczynka wyjrzała za okno. Lał deszcz, było pochmurmo, a wiatr porywał ze sobą wszystko.
- Jak długo już tu siedzisz?-zapytała.
Draco podniósł głowę znad książki do transmutacji. Jego oczy lśniły, a włosy miał rozczochrane i tłuste. Wpatrując się w Julie odpowiedział wolno:
- Byłem tu kiedy przyszłaś, przez osiem godzin kiedy tu byłaś i jestem tu teraz.
- Aha.
Dziewczynka zamknęła książkę. Położyła ją na stole i przykryła się kocem, który tak długo już leżał obok nieużywany. Wyciągnęła różdżkę, mruknęła zaklęcie i po chwili trzymała w ręku kubek herbaty. Przytknęła go do ust i łyknęła kilka razy. Wzięła głęboki oddech. Jej spojrzenie padło na stos rzeczy leżących obok Malfoya. Książki, notatniki, papierki...
- Co tu robiłeś przez osiem godzin?
- Ty czytałaś. Wiesz czemu tu jest tak pusto? Bo już pierwsza w nocy-zaczął chłopak.-Ja też trochę czytałem, gadałem z Blaisem, odrabiałem pracę domową, jadłem i spałem. Ale jakoś nie chciało mi się wracać do dormitorium.
- Po co na mnie czekasz?-spytała dziewczynka. Przecież Draco nie siedziałby tak długo w pokoju bez powodu.
Chłopak wstał. Uśmiechnął się szyderczo i podszedł do kominka. Grzejąc ręce, zaczął.
- Nie jesteś taka głupia, jak twój brat. Właśnie o niego chodzi. Wiesz, jakie mamy relacje. Poza tym... ty też za nim nie przepadasz, co?-wrócił i wraz z ostatnim słowem usiadł na kanapie.-Chciałbym raz na zawsze zakończyć ten konflikt. Mam już dość naszych wiecznych docinek.
Rudowłosa spuściła głowę. Nienawidziła Harry'ego, ale... czy aż tak? Draconowi nie chodziło o zawarcie zgody. Chciał pozbyć się jej brata i bezwarunkowo wygrać. Czy była w stanie zamoczyć choć koniuszek palca w planie końca brata? Nie, nie potrafiłaby tego zrobić. Spojrzała Malfoyowi w twarz.
- Draco, ja bardzo cię lubię. Ale nie skrzywdzę dla ciebie mojego brata. Ja tak nie potrafię. Daj mu czas.
- Julie... rozumiem, ale... najpierw dam ci czas na przemyślenie tej sytuacji. Może zmienisz zdanie-wyjąkał.-Poza tym nie chcę chłopaka uszkodzić. Bynajmniej nie fizycznie, ewentualnie psychicznie.
Dziewczynka spojrzała na niego. Zabrała swój koc i dwie książki, a następnie udała się do dormitorium
- Jak ja mógłbym czuć coś takiego?-warknął Malfoy.-Do... Draco, idioto! Cholerny szczeniaku... Przestań, wydaje ci się. Przecież to jest dziecko. Ale mi dowcip, ktoś... Ach!
Chłopak poderwał się, zrzucając na podłogę wszystkie rzeczy i popędził do swojego dormitorium.
♡♡♡
Hermiona obudziła się. Za oknem wyszło słońce-ach, ten marzec. Odgarnęła włosy. Dziewcząt z sąsiednich łóżek już nie było. Odsunęła kołdrę i usiadła, przeciągając się. Na podłodze leżały jej kapcie, które po chwili włożyła. Zerknęła do kufra w poszukiwaniu ubrań.
Niewiele zajęło jej przygotowanie stylizacji i rozczesanie włosów. Dziewczyna odsłoniła firany i zerknęła na podwórze. Była niedziela. Kilkoro dzieciaków z pierwszych klas biegało wesoło po błoniach.
Piętnastolatka zeszła po schodach do pokoju wspólnego. Tam siedziało już wielu Gryfonów. Dostrzegła tam Harry'ego dyskutującego z Ronem. Cóż, chyba najwyraźniej nie była rannym ptaszkiem-zegar wskazywał dziesiątą.
- Harry!-krzyknęła podchodząc do kanapy zajętej przez przyjaciół.-Możemy pogadać... w cztery oczy?
Chłopak szepnął coś do przyjaciela, po czym wstał i wyszedł z pokoju wspólnego za Hermioną. Tuż za rogiem zatrzymali się i zaczęli rozmawiać.
- To było spontaniczne-wyparował.
- Ale... Harry, ja...-dziewczyna zarumieniła się.-Chcę pogadać o twojej siostrze.
- Znowu ona? Przepraszam, mów.
- Ona jest... niezłe ziółko z niej. Mówiłam ci, że mam pewne podejrzenia-zaczęła.-Skoro twój ojciec zniknął... a ona ma specjalne moce, tak samo jak ty... przecież nie każdy potrafi takie rzeczy w twoim wieku. Wydaje mi się, że Voldemort żyje.
Harry parsknął śmiechem.
- Absurd. Moja matka go...-zawahał się.-Pokonała. Zabił ojca. W magicznym świecie dzieją sie dziwne rzeczy, nic strasznego, że jego ciało zniknęło. Julie po prostu jest zdolna, a ja... nie ma we mnie nic niezwykłego.
- Harry... to są przypuszczenia. Twoja matka jest zdolną czarownicą i naprawdę silną kobietą... ale myślisz, że mogłaby sama pokonać najpotężniejszego czarnoksiężnika w historii?
- Wiem, że geny słabną. Ale to nie znaczy, że była tak samo naiwna, głupia i beznadziejna, jak ja.
Chłopak odwrócił się na pięcie i odszedł. Brunetka westchnęła. Czuła, że ta informacja mogła zostać poza zasięgiem przyjaciela. Za dużo mówi, zbyt przewiduje.
♡♡♡
Julie siedziała nad jeziorem z siostrami Angrid. Siedząc na kocu jadły słodycze i przekąski z Miodowego Królestwa, piły sok dyniowy i grały w różne gry słowne śmiejąc się do rozpuku.
- Kocham was!-zachichotała dwunastolatka.
Dziewczyny spojrzał na siebie, zataczając się ze śmiechu.
- Julie, uwielbiamy cię. Jesteś Ślizgonką idealną. Kochana!-uśmiechnęła się Amy.
Śmiech nie ustawał. Przyjaciółki wpakowały sobie do ust po czekoladowej żabie i zaczęły losować kolory Fasolek Wszystkich Smaków. Po chwili wszystkie kosztowały zielonej fasolki.
- Pyszne! Limonka!-Amy rozkoszowała się cytrusowym smakiem przekąski.
Elizabeth wzięła do ust identyczną.
- Trawa-warknęła.-Ohyda.
- Trawa... tak!-zaśmiała się najmłodsza.-Dobre nawet.
- Nie karmią cię w domu, czy co?-zachichotała Beth.
Popołudnie minęło im miło. Siedziały i grały. Spostrzegły jednak zmierzającego ku nim mężczyznę.
- To jest Snape?-spytała najstarsza.
- To on.-mruknęła Julie.
Sorry że późno ale lepsze to niż nic. Tak więc, rozdział jest WSPANIAŁY!! Weny życzę.
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo! :)
Usuń