Nadszedł kwiecień. Zaczęło się robić coraz cieplej, a na błoniach biegało wiele wesołych dzieciaków. Wiatr był łagodniejszy. Julie wciąż wahała się, czy przyjąć kuszącą propozycję Dracona Malfoya. Pewnego słonecznego dnia obudziła się w swoim dormitorium. Było dość ciemno. Dziewczynka spojrzała na swoje nogi. Wczoraj naciągnęła na nie dżinsy, a poszła spać późno. Zmęczenie tak szybko wygrało z siłą jej powiek, że całkowicie zapomniała o fakcie, że powinna się przebrać. Niebieska bluzka była okropnie pognieciona. Julie przetarła oczy. Wszystko wydawało jej się być dziś kolorowe, nawet zszarzały baldachim nad jej łóżkiem. Dziewczynka uśmiechnęła się do siebie i podniosła z pomocą rąk. Nałożyła kapcie i siadając na łóżku, ziewnęła głośno. Dopiero wtedy zauważyła, że w sąsiednich łóżkach nadal śpią trzy dziewczyny, z którymi dzieliła pokój. Naprawdę jeszcze tak wcześnie?
Dziewczynka przebrała się w pośpiechu i chwyciła swoją różdżkę. Zarzuciła na siebie szatę i zapięła włosy czarną gumką. Zbiegła do pokoju wspólnego i rozejrzała się. Naprawdę było ciemno, ale ona nie miała pojęcia, która jest godzina. Nikt nie siedział jeszcze na wygodnej kanapie, nikt nie ubierał się, nikt nie machał do rudowłosej, jak codziennie rano, nikt nie szeptał w kącie, nikt nie patrzył na nią morderczym wzrokiem,a w kominku nie palił się ogień. Postanowiła więc wyjść na korytarz. Mruknęła: "lumos" i wyszła.
Mrok nadal ogarniał zamek, ale Julie nie zrezygnowała. Jej buty stukały o podłogę, a zewsząd było słychać szmery, które odbijały się echem od ścian. Skądś dobiegał odgłos kapania, jakby przeciekała rura. Puste korytarze wydawały się wiele większe niż zwykle, a przerażające okna sprawiały wrażenie mrocznych jak nigdy. Dziewczynka szła powoli przed siebie. Jej serce biło mocniej niż zwykle.
Umysł dwunastolatki nagle wypełniły myśli, które obco błądziły gdzieś obok przez ostatnie kilkanaście minut. Przyjąć propozycję Draco? Co robi teraz ojciec? Czy ktoś pomoże jej podjąć decyzję? Jak podchodzi do niej Harry? Czy powinna brać w tym wszystkim udział? Pytania przenikały jej mózg, a głowa zaczęła nieznośnie boleć. Ucisk w czaszce z każą sekundą narastał, więc Julie zatrzymała się, masując czoło. Coś syknęło w końcu korytarza. Dziewczynka upadła na kolana. Nogi wydawały się być niczym galaretka, a brzuch napompowany powietrzem. Usiadła na podłodze, próbując uspokoić oddech. Po kilkudziesięciu sekundach wstała i ruszyła przed siebie w stronę wielkich drzwi. Wyglądały przerażająco, dobywał się stamtąd ów niepokojący syk, którego dziewczynka się przestraszyła, Podeszła do wielkich drzwi. Wyglądały na stworzone w stylu gotyckim, miały mnóstwo zdobień i umieszczone były we wnęce. Julie chwyciła za klamkę i pociągnęła mocno. W jednym momencie uderzyła ją fala ciepła i kuszący zapach dochodzące z pomieszczenia. Jakaś magiczna siła pociągnęła ją do środka.
Pomieszczenie miało kamienne ściany i podłogę. Nie było tam okien, jedynie stare żyrandole wiszące na suficie. Przy ścianach stały zakurzone, stare szafy, a na środku mieściły się dwie duże, wygodne kanapy. Drzwi zatrzasnęły się za nią z trzaskiem i zniknęły. Julie z przerażeniem rozejrzała się wokół.
- Witaj w pokoju życzeń-zabrzmiał miły głos.
Dziewczynka przełknęła ślinę i drżącym głosem zapytała:
- Kim jesteś? Gdzie jesteś?
Z cienia wyłonił się mężczyzna. Tak, to on.
- Tato...
- Julie, nareszcie się widzimy... myślałem, że nigdy cię tu nie ściągnę.
Dziewczynka rzuciła mu się na szyję.
- Gdzie się podziewałeś tak długo? Tato!
- Nie mogę się z tobą często kontaktować. Próbowałem cię tu zaciągnąć już od kilku tygodni.
- Co ty robisz... tam gdzie żyjesz?
- Przygotowuję się na wojnę z Voldemortem i jego ludźmi.
Zapadła cisza. Julie wzięła głęboki wdech. Mężczyzna wyglądał na zmęczonego. Okulary opadły mu na czubek nosa.
- Kochana... nie możesz
Uniósł jej podbródek ku sobie i ucałował ją w czoło.
- Wiesz, że jestem z Tobą. Nawet, jeśli nie ma mnie blisko, będę ci pokazywał dobrą drogę. Mam do ciebie tylko jedną prośbę.
- Zrobię wszystko-załkała.-Wróć do nas. Błagam. Tato...
- Kiedy pokonamy zło... wszystko wróci do normy. Obiecuję ci. Wyjaśnię ci to wszystko, nie zostawię cię. Nawet gdybym miał zginąć-ciągnął, spoglądając w podłogę-to pójdę dalej ze względu na ciebie i na mamę. Ale najpierw... Julie, zrozum swojego brata. Bądź po stronie Harry'ego, nawet jeśli czasem jego zachowanie wydaje się być niedorzeczne. Wierz mu na słowo. Voldemort chciał waszej zwady, nie możesz dopuścić do zrealizowania jego planów. Ciebie i twojego brata łączy więź, która pozwala złu wykorzystywać... was. Dzisiaj masz powiedzieć to wszystko bratu, masz mu przedstawić tą wersję wydarzeń, nawet jeśli wiesz, że ci nie uwierzy. A teraz... do zobaczenia, córeczko.
Ucałował ją w policzek i otworzył ogromne drzwi, które jakimś cudem znów się pojawiły.
Julie była kompletnie rozkojarzona. Jaka więź? Czy tata miał na myśli tą niezwykłą... pieczęć? Dzieło Voldemorta...
Dziewczynka otrząsnęła się. Jej myśli nie były jasne. Podążała korytarzem, patrząc przed siebie. Spotkała tylko kilka rannych ptaszków, które nie mogły spać. Reszta nadal ociągała się w łóżkach. Było dopiero koło piątej. Kilka minut błądziła bez celu po korytarzach, a w zamku zrobiło się cieplej. Już miała minąć jakiś nieznany jej posąg, gdy za rogiem pojawił się Harry.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA JAAAAAAAAAAAAAAAMES!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jak ja go uwielbiam <3 <3 Rozdział supi :D Jestem meeega ciekawa czy Julie posłucha taty, tak w sumie to mam nadzieję ,żę tak.No i czekam na spotkanie Lily i James'a :D WENY ŻYCZĘ <3
OdpowiedzUsuń