piątek, 8 kwietnia 2016

Opowieść #13

Na korytarzu zrobiło się jaśniej. Julie wpatrywała się bezmyślnie w brata podążającego w jej stronę. Naszła ją myśl: zaczepić go teraz? Harry stąpał tamtędy wolno i wyminął ją tak, jakby nie zauważył, że tam stoi. Dziewczynka odwróciła się, patrząc na niego z żalem.
- Harry!-zawołała. Czternastolatek odwrócił się i spojrzał jej w oczy z odległości kilku metrów.-Zaczekaj, musimy porozmawiać.
Było cicho. Chłopak podszedł do Julie.
- Na błonia?-spytał krótko.
Dziewczynka kiwnęła głową i podążyli w stronę wyjścia. Po kilku minutach milczenia wyszli na dwór. Pogoda była piękna.
Niewiele minęło, nim stanęli nad jeziorem wpatrując się w spokojną taflę wody.
- Dzisiejszego ranka nie umiałam spać-zaczęła Julie cicho.
- I co, o tym chcesz porozmawiać? Jeśli tak, to już mogę się stąd wynieść.
- Nie-parsknęła.-Ja... wyszłam z dormitorium. Okazało się, że jest bardzo wcześnie, a głowa mi pękała, więc... więc wyszłam na korytarz, bo stwierdziłam, że spacer mi pomoże.
- Wybacz, ale nie jestem lekarzem i nie mam zamiaru udzielać ci porad medycznych na temat problemów ze snem-warknął, odwracając się i stawiając pierwsze kroki w stronę zamku.
- Znalazłam pokój-krzyknęła w jego stronę. Gdy zatrzymał się, kontynuowała-Wielkie, duże drzwi. Weszłam do środka i wtedy drzwi zniknęły. Usłyszałam czyjś głos.
Harry patrzył na nią uważnie.
- To był pokój życzeń, Harry. Wiesz, co to za miejsce?
- Pojawia się, gdy czegoś potrzebujesz-odparł.
- Pojawił się, bo potrzebowałam wsparcia i pomocy. Potrzebowałam osoby, która mi to wszystko wytłumaczy i porozmawia ze mną. Wiem, że masz mnie dość, Harry, ale ja wcale nie mam urojeń.
- I niby co tam znalazłaś?-mruknął z irytacją.
- Harry... tam był tata. On walczy z Voldemortem. Ta wojna się jeszcze nie skończyła, rozumiesz?
Czternastolatek parsknął śmiechem. Otarł twarz dłońmi i z politowaniem spojrzał na siostrę.
- Myślisz, że uwierzę w twoje głupie urojenia? Udowodnisz mi to? Oczywiście, że nie. Jesteś naiwnym dzieciakiem. Nie rozróżniasz marzeń i snów od rzeczywistości. Bądź realistką. I co, nieboszczyk Potter nagle wyszedł zza grobu i z tobą rozmawiał?-prześmiewczy ton chłopaka wskazywał na rozbawienie sytuacją.-Z e j d ź n a z i e m i ę. Kiedy będziesz w moim wieku, pogodzisz się z tym, że ten tchórz nie żyje.
W Julie coś pękło.
- Jak możesz nazywać go tchórzem?!-wybuchnęła.-Nie znałeś go! Spędziłeś z nim raptem rok, a jeśli nawet trzymamy się twojej wersji, że zginął... zginął, walcząc o honor swojej rodziny! Zginął, ratując mnie i ciebie, zginął poświęcając się dla mamy!-wzięła głęboki oddech.-Ale ty jeszcze nie wiesz... nie znasz prawdy. Nasz ojciec żyje i chce nas uratować, nie rozumiesz? Lord Voldemort żyje.
- Masz dwanaście lat, ale to nie znaczy, że jesteś nierozumnym dzieckiem. Możesz wreszcie ogarnąć fakt, że ojciec zginął prawie trzynaście lat temu?-wykrzyczał.
- Przepraszam, Harry, obiecałam mu, że się pogodzimy.
Zapadła cisza. W głowie chłopaka nastąpiła burza.
- Słuchaj, uznajmy, że żyjemy we wstępnej zgodzie. Uznajmy, że ci wierzę. Ale uznajmy też, że nie masz podstaw, żeby wmawiać mi to, że ojciec żyje.
Dziewczynka kiwnęła głową i odeszła.

♥♥♥

Była sobota, więc resztę dnia Julie spędziła w pokoju wspólnym Ślizgonów. Czytała książki, odrabiała zadania i spała. Nie mogła się przemóc. Bała się rozmawiać z Malfoyem, ze swoimi przyjaciółkami, z Harrym. Nie potrafiła wykrztusić ani słowa, gdy jej rówiesniczka-Abby Abelgard spytała ją o pracę domową z eliksirów. Rozmowa z bratem wstrząsnęła nią. Jak chłopak w ogóle mógł wypowiadać tak niesłuszne i mijające się z prawdą słowa? Leżąc na kanapie Julie machnęła różdżką. W jednej chwili na stoliku stała szklanka pełna wody. Dziewczynka usiadła i wzięła duży łyk. Co ona by sobie pomyślała, gdyby była na miejscu Harry'ego? Oczywiście, że stwierdziłaby, że to bajka i łgarstwo szyte grubymi nićmi. Musiałaby dostać dowody, aby móc uwierzyć w tak nieprawdopodobną historię. Wstała, odkładając szklankę na stół. Pobiegła do dormitorium i wzięła kawałek pergaminu, pióro oraz kałamarz. Znów zeszła do pokoju wspólnego, rozłożyła rzeczy na stole, zamoczyła pióro w atramencie i zaczęła pisać. Co chwilę popijając wodę starała się napisać starannie długi, poetycki list i wyszło jej to wręcz kaligraficznie.

Droga mamusiu,
Jak Ci się wiedzie u nas, w dolinie Godryka? Mam nadzieję, że w porządku. Czy wszystkie sprawy mają się jak należy?
Piszę do Ciebie z pewną niezwykłą sprawą, która ostatnio pochłonęła mój czas. Dzisiejszego ranka wstałam wcześnie. Jakaś magiczna siła ciągnęła mnie przed siebie, a optymistyczne myśli sprzyjały wędrówce. Czy może być coś lepszego niż miły spacer o poranku? Otóż tak. Lepszy może być długi spacer o poranku prowadzący do punktu mojego życiowego szczęścia.
Na swojej drodze po raz drugi już spotkałam osobę, która daje mi siłę i chęć do dalszej walki o dobro tego świata.
Dzisiejszego dnia kolejny raz ujrzałam mego ojca, który przez tyle lat uznawany był za nieżywego i nie okazywał żadnych działań przez prawie trzynaście lat, gdy rozpaczano po nim. A teraz, gdy pogodziliśmy się ostatecznie z jego śmiercią, wraca i mówi, że jego śmierć nie była prawdziwa, a ostateczne starcie dopiero nastąpi.
Lord Voldemort żyje, a ojciec przychodzi nam z pomocą. Oddziały jego ludzi  przygotowują się na wojnę.
Zdaję sobie sprawę, że nie uwierzysz mi na słowo. Pisana czy mówiona, wiem, iż zawsze będzie to historia niewiarygodna. Jednak ojciec polecił mi, abym zażegnała konflikt, póki mogę to zrobić. Więc rozmawiałam z Harrym na temat tego wydarzenia, jednak on nie chciał słyszeć ode mnie tych, według niego, wyssanych z palca bajek.
Czy ty zrozumiesz mnie i poradzisz mi odpowiednie czyny? Błagam cię o pomoc, gdyż wiem, że zawsze wysłuchujesz mnie do końca.
Dziękuję za każdą odpowiedź, jaką od Ciebie dostanę, ale nie narażaj mnie na długą niepewność i brak informacji.
Czekam niecierpliwie.
Twoja kochająca córka, Juliet.

Dziewczynka odłożyła pióro i opadła na kanapę. Pisała ten list przez godzinę, układając słowa i poruszając ręką staranniej niż zwykle. Po kilku minutach bezczynnego siedzenia wstała. Spojrzała na pergamin i zaczęła zawijać list. Jednym nieuważnym ruchem trąciła kałamarz, który spadł na podłogę i roztrzaskał się. Wielka plama atramentu widoczna była na miękkim, szarawym dywanie.
- Chłoszczyść-mruknęła Julie, machając różdżką.
Atrament zanikł ekspresowo, a kałamarz zniknął z podłogi. Chyba trzeba będzie zainwestować w nowy atrament.
W pokoju nagle pojawiły się siostry Angrid. Rozmawiały ze sobą szeptem, a gdy zobaczyły dziewczynkę zwijającą pergamin, zatrzymały zię gwałtownie.
- Cześć-uśmiechnęła się Julie wiążąc wstążkę wokół pergaminu.
- Cześć-odpowiedziały jednocześnie i równie chłodno.
- Muszę wysłać list, idziecie ze mną do sowiarni?
- Niezbyt mogę...-jęknęła Beth.
- Idziemy, Ellie-syknęła Amy.-Nie mamy nic innego do roboty.
Julie omiotła przyjaciółki podejrzliwym spojrzeniem. Po kilku sekundach ciszy wstała i udały się razem w stronę wieży.
Wkrótce doszły do sowiarni. Przywiązując list do nogi swojej sowy, Pisklatki, dziewczynka spytała:
- Czemu mnie tak unikacie?
Siostry spojrzały na siebie z przerażeniem. Amy wzięła głęboki wdech i wypaliła, patrząc na siostrę:
- Zmusili nas do tego, Julie, to był... trochę... szantaż.
- Co był szantaż?-warknęła dziewczynka.
- Malfoy kazał nam Cię przekonać-pisnęła Elizabeth.
- Do czego?
- Do pomocy-jęknęła starsza.
- Groził wam?-spytała Julie.
Elizabeth spuściła głowę. Łza spłynęła jej po policzku. Odwróciła się i wyszła z sowiarni.
- Elizabeth na początku roku zakochała się w tym gościu. Miała na jego punkcie totalnego świra. Draco to, Draco tamto. Gadała o nim, jakby był Bogiem-tłumaczyła Amy.-W końcu, pewnego wieczoru, gdy nie umiałam spać, poszłam do pokoju wspólnego. Głupiutkie czternastolatki... Usłyszałam, jak Malfoy obiecuje jej wierność do końca życia. Pod jednym warunkiem: zmusi ciebie do pomocy w eliminacji Harry'ego Pottera. Kazał jej to zrobić jak najszybciej, a ona... zaślepiona swoim, pożal się Boże, nastoletnim zauroczeniem przytaknęła mu i poszła do dormitorium. Kiedy tam poszłam, myślała nad czymś. Opowiedziała mi to, Julie. Ja... ja nie mogę uwierzyć, że się zgodziła.
Julie też nie mogła uwierzyć. Wypuściła sowę na zewnątrz. Ta historia była coraz bardziej pokręcona. Do tego... Elizabeth i Malfoy? Bez sensu.
- Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś. Robi się późno. Muszę już iść. Dobranoc.
I zeszła po schodach w dół, patrząc przed siebie. W końcu trafiła do dormitorium, opadła na łóżko i zmożył ją sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz