piątek, 18 września 2015
Pewna siebie (#04)
Spokojnie minął cały rok w szkole. Niewiele się działo prócz kilku meczy qudditcha, w których Slytherin dwukrotnie przegrał z Gryffindorem. Harry i Julie wrócili na wakacje do domu.
Jednakże dwa miesiące minęły szybciej, niż myśleli. Już kupowali nowe podręczniki i akcesoria na ulicy Pokątnej. Znów jechał pociąg do Hogwartu i znów przebierali się w przedziale. Julie miała już dwanaście lat. Harry-czternaście.
- Ładnie mi w tym ślicznym, połyskującym i aksamitnym szmaragdowym krawacie z pięknymi srebrnymi wstawkami?-spytała dziewczynka.
- Cóż, sądząc po reakcji mamy, dużo lepiej wyglądałabyś w czerwonym ze złotymi. Albo chociaż w granatowym z szarym. Nawet lepiej wyglądałabyś w żółtym z granatowymi wstawkami. Ale nie w tym śmiesznym zielonym.
- Rozumiem. Ale ja czuję się Ślizgonką.
- Tego jeszcze brakowało, sama twierdzisz, że tam pasujesz-warknął chłopak.
- Cóż, mój kochany bracie. Szukający nad szukającymi w Gryffindorze... chciałabym ci powiedzieć, że ja również zostałam przyjęta do drużyny.
- Słucham?-krzyknął.
- Jestem szukającą Slytherinu od pierwszego meczu w tym semestrze-uśmiechnęła się szyderczo Julie.-I do tego jestem prawdziwą Ślizgonką. Mam otwartą drogę. Ty nawet nie zauważyłeś, że pociąg się zatrzymał i wszyscy już wyszli. A twoja Hermiona i Ronald nawet nie przyszli cię odwiedzić w przedziale. Idę zjeść coś smacznego. Jak chcesz, to siedź tu dalej.
I wyszła, nie patrząc na brata. Pobiegła do Wielkiej Sali. Wkrótce skończyła się ceremonia przydziału i zaczęła uczta.
- Witaj, Draco-uśmiechnęła się serdecznie na widok nadchodzącego blondyna.-Zobacz, ile pyszności. Mamy dużo rzeczy do zjedzenia.
Chłopak jedynie wzdrygnął się i zaczął nakładać sobie jedzenie.
Julie zaczęła nabierać po trochu z każdej sałatki. Gdy zjadła wszystko, zabrała się za pieczone ziemniaczki, udka z kurczaka i inne konkrety, popijając je sokiem dyniowym. Nadeszła jej ulubiona pora: deser. Wzięła pudding, a następnie zaczęła wsuwać truskawki w czekoladzie.
Czuła się pełna, jednakże zapakowała sobie na zapas do worka więcej truskawek. W końcu takie podawano tylko raz w tygodniu.
Ślizgoni wydawali się już przyzwyczaić do rudego intruza, którego gościli w swoim pokoju wspólnym. Teraz już nie milczeli. Choć szorstko witali ją i odpowiadali na pytania, Julie wiedziała, że jeszcze rok i zaaklimatyzuje się w tym domu. A raczej, że Ślizgoni zaakceptują ją.
Weszła do pokoju wspólnego. Tam już było tłoczno. Adrian Pucey-aktualny kapitan drużyny Ślizgonów uśmiechał się do niej, siedząc na kanapie.
- Ty, mała ruda-zawołał.-Chodź tutaj.
Julie usiadła w rogu pokoju wspólnego razem z Adrianem i spojrzała pytająco na niego.
Jesteś naszą ścigającą, którą wyczaił Snape, tak?
- Dokładnie. Profesor Severus zgłosił mnie do ciebie?
- Owszem. Ale chyba jesteś trochę za gruba na tą rolę, co nie?-zaśmiał się.
- Wypraszam sobie!-żachnęła się Julie.-Czterdzieści pięć kilogramów i już za gruba?
- Z pięć kilo byś musiała zrzucić.
- Jesteś bezczelny-warknęła.
- Szczery. I starszy-uśmiechnął się.-Jutro zrezygnuj z deserów, dobrze?
Julie nie odzywała się do Adriana tego wieczoru. Siadła w fotelu i wyjęła worek z torby. Zjadła swoje ostatnie w tym semestrze truskawki w czekoladzie. Chciało jej się płakać na samą myśl, że do ostatniego meczu ich nie skosztuje. Mimo nienawiści do Puceya, stwierdziła, że trzeba wziąć się w garść. Chciała za wszelką cenę zostać w drużynie. Nienawidziła swojego braciszka. Chciała go pogrążyć.
Następny tydzień minął Julie na diecie bez słodyczy. Nie działo się praktycznie nic. Cały czas miała ochotę coś rozwalić, a na obiedzie łzy same zbierały się w jej oczach. Och, mogła nauczyć się metamorfomagii zamiast tego głupiego patronusa. Nadeszła niedziela. Siedząc w pokoju wspólnym poczuła dziwne spojrzenie Adriana. Chłopak znów podszedł i zaczął mówić:
- Widzę, że minka ci zrzedła. Masz dwa miesiące, żeby zrzucić pięć kilogramów-rzekł.-Jeśli tego nie zrobisz, wylatujesz. Jutro przestajesz jeść tłuste jedzenie, rozumiesz?
- Było zostać metamofomagiem!-warknęła.
- Cóż, taka mała jak ty jest na to zbyt tępa. Najpierw dorośnij. Jeśli do miesiąca nie zrobisz połowy tego, czego wymagam, wylatujesz. Hmm?
- Avada...-ryknęłą Julie. Wszystkie głowy zwróciły się w ich stronę. Malfoy, stojący najbliżej, rzucił się na nią.
- Expelliarmus!-krzyknął. Różdżka wyleciała do góry, a on zatkał jej usta.-Czy ty jesteś... czy ty jesteś nienormalna?
- Słucham?-uśmiechnęła się.
- Jak można próbować zabić kogoś, kto współpracuje?-spytała Parkinson.-Jak można w ogóle próbować w takim wieku zrobić komuś krzywdę? Sadystka.
- Pansy, widzę, że koniuszek różdżki ci się stępił, masochistko.
- Niezły żarcik, ale ja chyba nie rozumiem-warknął Malfoy. Przyłożył różdżkę do jej gardła.-Ty śmieszna, głupia, mała dziewczynko. Myślisz, że jak grozisz swoim, to tu pasujesz? Ruda, głupia Potterówna. Tak? Jesteś jak braciszek? Lepiej trzymaj się z daleka od p r a w d z i w y c h Ślizgonów. Inaczej skończy się to źle. Spróbuj chociaż wyciągnąć różdzkę w pokoju wspólnym, a osobiście spuszczę lanie tobie i twojemu bratu.
- Mój ulubiony braciszek, Harry, weźmie udział w Turnieju. Wiem o tym. Nie wygrasz z nim.
- Nie obchodzi mnie ten pieprzony Potter. Zamknij się. Milcz.
Przeszył ją dreszcz. Malfoy patrzył na nią z nienawiścią. W sumie to z wymuszoną nienawiścią. Śmiesznie.
Tej nocy to Draco nie spał. Jego głowę wypełniały słowa „Harry weźmie udział w Turnieju”... W tym, o którym mówił Dumbledore. Ale ten dupek nie jest pełnoletni.
Przewracał się z boku na bok. Jego myśli błądziły. Potterowa wydawała się spoko, ale co z tego, skoro przyniósłby hańbę rodzinie zadając się z nią? Ruda Julie. Nie dość, że Potter, to jeszcze ruda. Nie, to nie ma sensu. Trzeba przestać o niej myśleć! Dlaczego ma przed oczami tą wstrętną twarz? Brr...
Mijały dni. Malfoy coraz bardziej próbował odwracać wzrok. Nie wychodziło mu. Próbował jej unikać. Nie wychodziło. Próbował ignorować. Też nie. Będzie ciężko.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Super! Akcja idzie szybko, ale jak dla mnie spoko, najważniejsze, że nie jest nudno;). Na kiedy planujesz kolejny rozdział?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Hariet,
http://dramione-polaczyla-nas-tajemnica.blogspot.com/?m=1
Będziesz kontynuować bloga?
OdpowiedzUsuńTak, będę :) Niestety przez jakiś czas nie mogłam pisać, ale właśnie zabieram się do nowego rozdziału.
Usuń