sobota, 5 września 2015

Ślizgoni (#03)


Zaczął się drugi semestr w Hogwarcie. Nauczyciele już zaczynali truć wszystkim o egzaminach. Trwał marcowy wieczór. Mimo, że zbliżała się wiosna, za oknem pogoda była okropna. Szum wiatru i bębnienie deszczu w dach niezbyt pasowały do codziennego uczenia się. Dużo mniej niż płatki śniegu czy delikatne promyki słońca.
Julie siedziała właśnie przy stole w pokoju wspólnym Ślizgonów i trudziła się nad pracą domową z transmutacji. Wtedy do środka wpadł Malfoy.
- Ty, ruda-warknął.-Ktoś chce cię widzieć pod salą Trelawney.
- Powiesz mi, gdzie ona jest?-pisnęła dziewczynka.
- Na górze.
Nie mając praktycznie żadnych informacji Julie wybiegła z pokoju wspólnego Slytherinu i poszła przed siebie. Pytała po drodze pięciu osób, gdzie jest ta właśnie sala, jednak nikt jej nie chciał odpowiedzieć. W końcu zrezygnowana wróciła do reszty Ślizgonów.
- Przepraszam, Bello-zagadnęła pewną szatynkę.-Nie wiesz, gdzie poszedł Dracon?
- Powiedział, że musi się z kimś skontaktować pod salą wróżbiarstwa.
Grzecznie podziękowała i podeszła do stolika. Zapomniała kompletnie o zadaniu z wróżbiarstwa. Usiadła więc przy stole i ujrzała t o .
Czterostronnicowe wypracowanie było czymś zalane. Całe w brązowej mazi. Między strzępki jednej porwanej kartki ktoś włożył kartkę z napisem „NIE PASUJESZ TU, POTTER”. Julie przełknęła ślinę i zaczęła pisać po okropnej kartce. Nie miała ochoty przepisywać wszystkiego jeszcze raz. Profesor McGonagall nie może jej ukarać. W końcu przyniesie pracę domową.
- Śmieszna jesteś-usłyszała nagle głos.
Odwróciła się. Za jej plecami stał Draco Malfoy.
- Co się tak na mnie gapisz? Przestań siedzieć nad tym zadaniem. McGonagall i tak wstawi ci trolla.
- Draco, dlaczego nikt mnie tu nie lubi?-szepnęła.
- Nieprawda, że nikt-chłopak spuścił głowę w dół.
Minęło kilka sekund, zanim odwrócił się i pobiegł do swojego dormitorium.
A Julie znów siedziała na kanapie do nocy.

Nastał wtorek. Pierwszą lekcją znów były eliksiry. Snape postanowił zadać im okropnie dużo pracy domowej na następny tydzień. Lekcja minęła jak zawsze. Mężczyzna niespokojnie spoglądał na Julie, czerwienił się, odwracał wzrok i szeptał coś pod nosem. Kiedy skończyły się lekcje, dziewczynka szła prosto do dormitorium. Nagle jednak usłyszała:
- Julie, wpadłabyś może na herbatę do mojego gabinetu?
- Jasne-bąknęła, patrząc na profesora Lupina stojącego obok.
- Pójdź po brata, z łaski swojej-uśmiechnął się.-On już wie, gdzie jest mój gabinet, a ja mam jeszcze jedną rzecz do zrobienia.
A więc Julie poszła znaleźć brata. Musiała prosić Gryfonów, aby go zawołali. Wkrótce dreptali już razem korytarzem do gabinetu profesora Lupina.
- A więc, Julie-spytał, gdy zasiedli już w fotelach.-Jak ci się udało wyczarować patronusa?
- Och, to było proste. Mam bardzo dużo szczęśliwych wspomnień.
- Ale kto cię tego nauczył?
- Ojciec.

Po długiej ciszy odezwał się Harry.
- Nie zmyślaj.
- Mówię prawdę. Codziennie przez ostatni miesiąc przychodził do mnie z nieba. I uczył mnie, jak rzucić to zaklęcie. Tak naprawdę, to on mnie nie cierpi. Gdyby mama nie przeżyła, ty byłbyś sławny. On ma mnie gdzieś. Kazał mi się tego nauczyć, żeby ciebie obronić.
- Przestań pleść głupoty. To nie ma najmniejszego sensu! Ojciec...-Harry przełknął ślinę.
- Naprawdę.

Harry siedział w gabinecie profesora do późna. O dwudziestej trzeciej skończył pić herbatę. Jego siostra już dawno uciekła.
- Harry, jak myślisz, czy twoja siostra to wymyśliła?
- Chyba tak...-bąknął.
- Mi się wydaje, że nie. W waszej rodzinie wiele osób potrafiło wyczarować patronusa bardzo szybko. Twój ojciec robił to już w piątej klasie. Dlatego wydaje mi się, że Julie nie żartowała.
- I co, mój ojciec nieboszczyk wyszedł spod ziemi i nauczył ją rzucać jedno z najtrudniejszych zaklęć, by chroniła mnie?-warknął.-Proszę pana, nie wierzę w to. To w ogóle nie ma sensu.
Chłopak wstał, mruknął „Dobranoc” i wybiegł z gabinetu.

Julie nie mogła spać. Siedziała pod kołdrą z książką. Mruknęła:
- Lumos.
Profesor Lupin podarował jej książkę Domy Hogwartu. Wiedziała, że miał do tego widoczny powód.
Wszyscy mieli ją za typową Ślizgonkę. No okej, była nią. Ale dlaczego wszyscy jej to wypominali?
Julie czytała do drugiej w nocy. Dopiero wtedy postanowiła się zdrzemnąć.

7 komentarzy:

  1. Extra! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!
    Hariet,
    http://dramione-polaczyla-nas-tajemnica.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy dodasz kolejny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Już się nie mogę doczekać :-)!
      Może znajdziesz chwile i wpadniesz do mnie :-)?

      Usuń
  4. O jejku jakie to super 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń