Julie zamarła. Przerażona nie była wstanie wykonać żadnego ruchu. Głosy dochodzące z lasu sprawiły, że jej umysł przestał działać. Zatrzymaj się. Chodź do mnie. Po cichu. Nie mów im. Stój. Jesteś bezpieczna...
Elizabeth spojrzała na nią przerażona. Uchwyciła skrawek jej czarnego swetra i zaczęła ciągnąć z powrotem do Miodowego Królestwa. Dziewczynka poczuła jednak, że jeśli się wycofa, jej życie skieruje się na gorszą stronę. Wyrwała się z uścisku koleżanki i weszła prosto do ciemnego lasu. Tajemniczego, ponurego lasu.
Nie zdawała sobie sprawy, że biegnie. Podążała za głosem, który wzywał ją do siebie. Zanim spostrzegła, jak daleko jest, drzewa przysłoniły słońce. Zrobiło się ciemno, a ona stała po środku lasu. Głosy ustały. Dziewczyna usiadła na trawie zrezygnowana. Nie biegła prosto. Teraz nie ma szans na wydostanie się stąd samodzielnie.
Minęło kilka minut bezcelowego siedzenia. Julie postanowiła, że zacznie szukać końca lasu. Wstała, a jej nogi zatrzęsły się. Opadła z powrotem na zimny grunt.
- Przepraszam, że nie mogłem przybyć tu wcześniej-odezwał się ten sam głos. Był jednak bardziej ludzki, prawdziwy, cichszy.-Cały czas ktoś stał mi na drodze, wybacz.
- Kim jesteś?-jęknęła.
Po kilku sekundach usłyszała kroki. Zza drzewa wyłonił się mężczyzna o znajomej twarzy. Na jego twarzy pojawił się serdeczny uśmiech, a jego oczy mądrze spoglądały na dziewczynkę zza okularów.
Julie nie była w stanie się ruszyć, gdy go zobaczyła. Pierwsze sekundy sprawiły, że nie myślała. Wystarczył moment, a jej oczy napełniły się łzami.
- Tato-załkała. Łzy płynęły jak Niagara*, a jej twarz zrobiła się czerwona z przejęcia. Pobiegła w stronę mężczyzny i rzuciła mu się w ramiona. Uściskał ją tak mocno, jak tylko potrafił. Tkwiąc wspólnie po środku lasu spędzili w ten sposób kilka minut.
- Julie, jesteś w wielkim niebezpieczeństwie-szepnął James.
- To ty przez całe życie śniłeś mi się-bąknęła.-To ty pokazałeś mi zaklęcie patronusa.To dzięki tobie wszyscy nadal żyjemy... tato! Dlaczego cię nie było?
- To dłuższa historia. Matka mówiła ci na pewno o tym, że "zginąłem" z rąk Lorda Voldemorta-zaczął.-Tak naprawdę... zdążyłem się obronić, a Voldemort żyje nadal. Zanim Lily ugodziła go zaklęciem, teleportował się. Mniejsza z tym, skąd tu jestem. Ważniejsze jest to, po co tu jestem. Kluczowym słowem jest "niebezpieczeństwo". Jesteś w tarapatach. Ty i twój brat... Harry został poważnie uszkodzony, a w zasadzie to jego umysł. Sama-Wiesz-Kto wszczepił w niego cząstkę, która nie pozwala mu zabić twórcy tej intrygi. Ty natomiast już przed urodzeniem, nie wiadomo dlaczego, zostałaś przemieniona przez Voldemorta. Trafiłaś do Slytherinu wyłącznie dlatego. Kawałek ślizgońskiej natury jest w tobie, ale stało się to tylko przez to zajście. Moi ludzie mówią, że ani ty, ani Harry nie możecie sprzeciwić się Voldemortowi, bo zostaliście... można powiedzieć, jego poddanymi, a moc, którą wam wszczepił, nie jest na tyle silna, aby działać na dużą skalę. Nie zmienia to faktu, że razem tworzycie niezwykłą magię, jaka nie jest znana Ministerstwu Magii, Dumbledore'owi ani innym ważnym osobom. Tajemnicę tego wszystkiego zna tylko wielki Lord Voldemort, najpotężniejszy czarnoksiężnik, jakiego znają historycy.
- Twoi ludzie? O co chodzi? Nic nie rozumiem, nie potrafię sobie wyobrazić...
- Musisz wracać do Hogwartu. Jesteś tam tymczasowo bezpieczna. Zabierz ze sobą koleżanki i wracajcie. Nie wolno ci tego rozpowiadać. Powiedz im tylko, że jesteś w niebezpieczeństwie. Pomogą ci. Spotkamy się niedługo, a ja w tym czasie będę układać plan. Zostań w Hogwarcie, nie wracaj na święta, na ferie, nie wracaj. Nie wracaj, bo nawet mama nie będzie ci mogła pomóc w obliczu Voldemorta.
Julie nie odezwała się. Pobiegła za ojcem, aby odszukać brzeg lasu. Nie zajęło to zbyt wiele czasu.
♥
Bez żadnych problemów Julie wróciła do dormitorium Slytherinu. Siostry Angrid były w szoku i nie zadawały pytań. Wieczór zdawał być się spokojny, dziewczynka była przekonana, że nikt nie podejrzewa, że udała się do Hogsmeade wraz ze starszymi koleżankami.Przeprowadziła krótkie dialogi z różnymi osobami, aby upewnić się, że nikt nie pomyślał nic złego.
Szybko minął jej czas. Czytając książkę, nagle usłyszała szelest. W pokoju wspólnym pojawił się Severus Snape. Podniosła głowę, grzecznie się przywitała i wróciła do lektury.
- Panno Potter-mruknął profesor.-Odłóż książkę do kufra i proszę za mną.
Zestresowana wykonała polecenia nauczyciela i poszła za nim. Znajdowali się teraz w jego gabinecie. Nakazał jej, aby usiadła i sam spoczął na przeciwko.
- Chciałbym, abyś wiedziała, że nie mam nic do ciebie... twój brat po prostu jest irytujący, nic nie ma związku z waszym nazwiskiem. Ale przejdźmy do rzeczy-rzekł Severus.-Przed południem zgłoszono mi, że nie ma cię na terenie zamku. Nauczyciele przeszukali wszystkie zakamarki, a później znaleźliśmy to.
Mężczyzna położył na stoliku pusty flakon.
- Eliksir Inviso Duo, czyli inaczej eliksir tworzący całkowity kamuflaż. Ewidentnie został zostawiony na murze dzisiaj przed południem, a jedyną uczennicą, jaka potrafi go przyrządzić, jest Elizabeth Angrid, uczennica czwartej klasy. Przyjaźnisz się ostatnio z tymi siostrami? Cóż, nieważne. Przecież tak czy siak wiemy wszyscy, że udałaś się do Hogsmeade.
*Niagara-pozdrawiam Zosię, czyli mieszkankę drewnianej chatki przy Niagarze!
Świety rozdział!(Z resztą jak zwykle :* ).Super udało Ci się ująć moment pojawienia się Jamesa.Jestem ciekawa reakcji Lily gdy się dowie xD .Prawie padłam jak przeczytałam ,że Julie i Harry są poddanymi Lordzia Voldzia....
OdpowiedzUsuńAhhh.....i dziękuję za Niagarę <3
Życzę Ci WIELE weny na następne rozdziały <3