Dziewczęta siedziały na kocu. Było już po osiemnastej i na błoniach zaczynało się robić ciemno. Patrzyły na siebie z nieukrywanym przerażeniem. Czy naprawdę w ich stronę podążał teraz Severus Snape? Julie otrząsnęła się.
- Snape nas lubi, nie możemy się go tak bać. Przestańcie, co może nam zrobić?
- On wie, że byłyśmy z t o b ą w Hogsmeade, Julie-jęknęła Beth.
- Dobra, słuchajcie... przestańcie się go tak bać-warknęła najmłodsza.-Idę go zająć, a wy się stąd zwijajcie.
- Jasne, to takie proste-Amy przewróciła oczami.
Julie przez chwilę rozmyślała. Czy powiedzieć przyjaciółkom, że nauczyciel jest po ich stronie, a w zasadzie po jej stronie? Nie mogła sobie na to pozwolić, przecież obiecała mu nikomu nie mówić. Wstała i wolnym krokiem zbliżyła się do podchodzącego mężczyzny.
Snape wyglądał na wyczerpanego i nieustannie mrugał. Cienie pod oczami miał ciemniejsze niż zwykle, a tłuste włosy niezdarnie opadały mu na twarz. Oddychał ciężko, a jego krok był okropnie powolny. Widząc podążającą w jego stronę dziewczynkę, zatrzymał się i podniósł głowę.
Rude włosy Julie powiewały na wietrze. Zatrzymała się i uśmiechnęła szeroko.
- Dzień dobry, panie profesorze Snape-zaświergotała.-Ładny dziś mamy dzień.
- Mhm-profesor najwyraźniej nie miał ochoty na rozmowę.
Dziewczynka pomyślała przez chwilę, że zawaliła. Mężczyzna wybrał się na spacer, a ona tylko niepotrzebnie ściągnęła na siebie uwagę. Cóż, przynajmniej siostry Angrid mają teraz czas na ewakuację.
- Idzie profesor na spacer? Tak po prostu? Zmierza pan do kogoś?
- Przewietrzyć się... musiałem.
Julie nie wiedziała co powiedzieć. Spojrzała za siebie. Amy i Beth już się ukryły. Może zakończyć tę bezsensowną rozmowę.
- A więc... miłego spaceru. Spieszę się na dodatkową transmutację. Do widzenia, profesorze.
Mężczyzna skinął głową. Rudowłosa wyszczerzyła zęby i ominęła nauczyciela. Uważne oczy Snape'a powędrowały w stronę Zakazanego Lasu.
Julie puściła się biegiem w stronę zamku. Było już prawie całkiem ciemno, a wiatr wiał jej w twarz. Gdy wreszcie znalazła się wewnątrz, miała czerwone policzki i zmrożone ręce. Tak naprawdę nie spieszyła się na lekcje. Wieczorem McGonagall urządzała zajęcia wyrównawcze i pomagała nieumiejętnym uczniom. A dziewczynka naprawdę już nie miała ochoty na dalsze męczenie przemieniania żaby w puchar, umiała to perfekcyjnie.
Julie szła korytarzem, który wydawał jej się być dłuższy niż zwykle. Filch chyba postanowił zagonić wszystkich uczniów do pani Pomfrey, bo okna były pootwierane na oścież. Nagle usłyszała za swoimi plecami chłodny głos.
- Potter, namyśliłaś się już?
Dziewczynka odwróciła się na pięcie i ujrzała wysokiego, chudego blondyna. Malfoy patrzył na nią z góry.
- Tak-Julie przełknęła ślinę.-Nie będę z tobą współpracować, bo nie jestem zamieszana w Harry'ego i twój konflikt.
- Julie zastanów się!-Draco chwycił ją za ramię.-Wiem, że nieustannie cię poprawia, męczy i ma do ciebie wąty... Wiem, że go nienawidzisz. On tylko myśli, że robi dla ciebie coś dobrego, a tak naprawdę... wiesz jak jest.
- Draco, przestań. Nie mogę tego zrobić. Nie pomogę ci wyeliminować mojego brata, rozumiesz?
- Zastanowisz się nad tym jeszcze.
Chłopak ją minął i szybkim krokiem odszedł. Zadziwiające było to, ile razy powtórzył słowa "zastanowić się". Julie przełknęła ślinę i ruszyła dalej do pokoju wspólmego. Po chwili wolnego spaceru była już bardzo blisko. Wypowiedziała hasło i weszła do pokoju pełnego Ślizgonów. Zbliżała się dwudziesta i było już prawie całkiem ciemno. W kominku paliło się nikłe światło.
Julie poczuła, że coś jest nie tak, jak ma być. Wyszła zza ściany i spostrzegła siedzącą przy kominku Janette Hoppling. Dziewczynka była w pierwszej klasie i właśnie próbowała odrobić pracę domową. Rudowłosa podeszła do niej i usiadła, pytając:
- Pomóc ci?
Jedenastolatka drgnęła. Odgarnęła piękne, długie czarne włosy i spojrzała na Julie niebieskimi oczami. Można było zauważyć, że jest bardzo szczupła, a jej chude rączki były okropnie blade, tak samo jak koścista twarz.
- Dziękuję, ale...-mruknęła.-Mam problem tylko z eliksirami.
- Ja jestem całkiem niezła w eliksirach. Co musisz zrobić?
- Napisać o składzie tego czegoś-powiedziała, podając jej kartkę.
- Ach, to proste. Potrzebne ci są...
Julie przez następną godzinę pomagała Janette w odrabianiu lekcji. Dziewczynka była strasznie nieśmiałą i rzadko się przy tym odzywała, a rudowłosa zrobiła to tylko i wyłącznie z nudów.
Nadchodziła dwudziesta druga, więc Julie pożegnała się z resztką kolegów siedzących przy kominku i poszła do dormitorium.
Gdy leżała w łóżku, ciemny pokój wydawał jej się złowrogi. Za oknem szalał wiatr i coraz bardziej padało. Myśli Julie wydawały się być tak zmienne, jak pogoda wiosną. Przez umysł przemknął jej głupi pomysł, ale po chwili otrząsnęła się. Tak nie można...
Julie drgnęła.
Powie mu.
Pomoże Draconowi Malfoyowi.
Witajcie!
Osobom, które przeczytały cały rozdział i dotrwały do końca chciałabym przekazać najserdeczniejsze życzenia Wielkanocne.
Wiem, że jest trochę późno, ale cóż-smacznego jajka, mokrego dyngusa i duuuuużo radości, miłości i szczęścia!
Chciałabym też poinformować, że tworzę nowy, unikatowy wygląd bloga który pojawi się za jakiś czas, ale nieprędko. Chciałabym, aby wizerunek Julie był w miarę aktualny, to znaczy-zdjęcie pasowało do wieku, w którym aktualnie jest bohaterka, więc napiszę jeszcze parę rozdziałów, a potem zajmę się kompletną metamorfozą strony.
"Do przeczytania" w następnym rozdziale.
Kurdeeeee...spóźniłam się o godzinę i ok. 30 minut ale dobra. Rozdział jak zwykle WSPANIAŁY. Weny życzę.
OdpowiedzUsuń~ Sama-Wiesz-Kto-Czyli-Nightmare-xD
Haha, dziękuję! :D
Usuń