Julie patrzyła w oczy Malfoya. Chłopak splótł palce i wyczekiwał odpowiedzi, świdrując ją wzrokiem.
- Ile mam czekać?-warknął.
- Uważasz, że środek korytarza to odpowiednie miejsce na omawianie twoich podłych planów?-spytała dziewczynka.
- Jak śmiesz?-Draco zacisnął zęby i popchnął ją przed siebie.-Idź, prędzej.
Julie poddała się jego nakazom i poszła przed siebie. Nagle chuda ręka chwyciła ją za ramię i zatrzymała. Malfoy otworzył drzwi pustej klasy i wepchnął dziewczynkę do środka.
- Zgodzisz się-warknął wyciągając różdżkę. Ścisnął ją mocno w dłoni.-Albo wypatroszę ci wnętrzności-uniósł dłoń w górę i wycelował w nią różdżką.-Nienawidzisz go, nienawidzisz go tak samo jak ja, chcesz się go pozbyć, nie chcesz jego i jego wątów mieć przy sobie!-Malfoy dźgnął ją w żebra.-Co z tobą? Wprowadza w twoje życie zamęt, czy nie? Zemścij się razem ze mną! Dlaczego tego nie chcesz?
Julie była przekonana, że blondyna ogarnia panika. Jego głos był wypełniony histerią, a różdżka w ręce zdawała się drżeć. Jego twarz miała nerwowy wyraz.
- Nigdy w życiu!-krzyknęła, wyszarpując mu różdżkę z ręki.-Przestań, uważasz mnie za naiwną? Nawet jeśli jestem młodsza, to-wzięła głęboki oddech-nie jestem głupia, słyszysz? Nie pokonasz mnie nigdy! Nie potrafisz tego zrobić, jesteś zbyt słaby! Nie możesz mną manipulować! Nie uda ci się! Rozumiesz?!
Chłopak stał wciąż w miejscu. Wyglądał, jakby nie wiedział co się dzieje, nadal trzymał wyciąniętą rękę przed sobą.
- Potter, nie myśl sobie, że jesteś bohaterką-otrząsnął się.-To, że nie pomożesz mi zmiażdżyć tego plugawego idioty-przełknął ślinę-to nie znaczy, że sam z nim nie wygram. W zasadzie to dlaczego nie chcesz mi pomóc? Bo mamusia nie wpuści cię do domu? Kocha Harry'ego, a nie Ju...
- DLA OJCA!-ryknęła dziewczynka i zamachnęła się gwałtownie. Jej pięść poleciała w stronę chłopaka, ale blondyn uchwycił jej nadgarstek z prędkością światła.
- I co, Julie?-parsknął.-Uśmiechnij się, życie jest piękne.
- Ty parszywy...-Julie wyrwała obolałą rękę z uścisku Malfoya.
Puściła mu ostatnie nienawistne spojrzenie i poszła w stronę drzwi. Nagle przypomniała sobie, że w lewej dłoni ściska jego różdżkę. Odwróciła się znów w jego stronę i złamała ją. Rozległ się trzask. Dziewczynka rzuciła dwie części na podłogę, uśmiechnęła się szyderczo i wyszła. Gdy zatrzasnęła za sobą drzwi, owiało ją zimne powietrze. Zaśmiała się do siebie i pobiegła korytarzem.
❤
Zbliżał się koniec czerwca. Uczniowie już cieszyli się na samą myśl o wakacjach i wyjazdach do egzotycznych krajów. Niektórzy zaczęli już pakować kufry, inni zaś ograniczali swoje uczestnictwo w lekcjach do zupełnego minimum. Nawet nauczycieli opuścił zapał do wpajania wiedzy na siłę i coraz częściej dawali uczniom czas wolny. Mało kto spędzał przerwy wewnątrz zamku, a po obiedzie zawsze wszyscy spacerowali po błoniach, rozkoszując się piękną pogodą i widokiem bujnej roślinności zdobiącej okolice zamku.
Tego dnia Julie najadła się niesamowicie. Obiad wypełnił do końca jej głodny żołądek-nabrała sobie dużą porcję nuggetsów, kartofla i sałatkę z kukurydzą, ananasem i serem, popiła szklanką soku z dyni a następnie zabrała się za ogromny puchar z galeretką i owocami ozdobionymi bitą śmietaną. Jak zwykle miała przy sobie czarną torbę na ramię, a w niej najważniejsze rzeczy. Gdy wypiła ostatni łyk soku dyniowego, uśmiechnęła się, złożyła brudne sztućce i naczynia w jedno miejsce, pochwyciła torbę i wyszła z Wielkiej Sali.
Po chwili była już na dworze, a jej twarz owiewało ciepłe, czerwcowe powietrze. Słońce świeciło mocno, jak zazwyczaj w południe. Uczniowie wesoło przechadzali się po łąkach. Dziewczynka samotnie podążała w stronę jeziora, które czekało na nią kilkadziesiąt metrów dalej. Minęło kilka minut, za nim wolnym krokiem dotarła na miejsce i usiadła na miękkiej, zielonej trawie otaczającej taflę wody. Rozejrzała się i wzięła głęboki oddech, po czym oparła się o drzewa i pochwyciła torbę, z której wyciągnęła książkę Tysiące Dni Węża, którą pożyczyła jej niegdyś Elizabeth.
Auć.
Od Beth.
Dziewczynka zaczęła czytać ostatni rozdział. Lektura wciągnęła ją bardzo, nie słyszała wrzasków biegających pierwszoklasistów.
I zostały jej już tylko dwa akapity. Rozejrzała się wokół. W jej stronę wolnym krokiem podążały siostry Angrid.
Nie może dać po sobie poznać, że je widziała.
Wbiła wzrok w przedostatni akapit. Czytała szybko, z bijącym sercem słuchała, jak nadchodzą jej przyjaciółki.
Ostatnie słowa akapitu...
- Cześć Julie-mruknęła Amy.
- Och, cześć-odpowiedziała dziewczynka ze sztucznym zaskoczeniem, wbijając wzrok w torbę.
Beth stała odwrócona tyłem. Wpatrywała się w spokojną toń i nie odezwała się ani razu.
- Ellie, przyszłyśmy tu w określonym celu-mruknęła szesnastolatka.
Dziewczyna poruszyła się. Podniosła swoją torbę z ziemi, a ręce drżały jej niesamowicie. Odwróciła się twarzą do towarzyszek i spojrzała w ziemię spuchniętymi oczyma, a jej zaczerwieniona twarz była pozbawiona wyrazu.
- Błagam, Elizabeth, proszę cię-jęknęła Amy.
- Ja...-zaczęła czternastolatka.-Draco... on jest takim... t-tchórzem... widziałam w nim coś p-pięknego, ale on... wykorzystał moje zaufanie. Chciał mnie zmusić, żebym cię nakłoniła... d-do pomocy...
- I w związku z tym?-spytała Julie.
- Ja go lubiłam... bardzo, rozumiesz? Chciałam dla niego dobrze. Zgodziłam się. Zaczęłam myśleć... pomóc mu... ż-żebyś ty... pomogła... jemu, rozumiesz?
- Zgodziłaś się na pomoc w zamordowaniu brata swojej przyjaciółki-krzyknęła Amy.
- N-nie krzycz na mnie!-załkała Beth, gorące łzy spłynęły jej po policzkach.-Chciałam, żeby dostrzegł we mnie odwagę!
- Amy, ona jeszcze nic nie zrobiła.-mruknęła Julie.
- N-no właśnie!
- Ale przecież i tak...
- Zdecydowałaś się pomóc mu w czymś, co byłoby dla mnie szkodą-dokończyła cicho rudowłosa.
- P-przepraszam! Nie chciałam tego. On po prostu powiedział, ż-że mam mu pomóc w nakłonieniu ciebie do pomocy... N-nie wiedziałam... o jaką p-pomoc mu chodzi-płakała.
- A podobno młodsi są głupsi-warknęła Amy.-Miałaś przeprosić, bez głupich ceregieli, a ty znowu zrzucasz wszystko na złośliwość rzeczy martwych i żywych. Pójdź stąd, szybciej.
Młodsza siostra otarła twarz mokrą od łez, chwycił swoją torbę i pobiegła w stronę zamku.
- Nigdy nie zrozumie swojego błędu do końca, nawet jeśli przeprasza-powiedziała starsza.-Julie, daj jej jeszcze szansę.
Dziewczynka spojrzała w książkę. Amy wstała i popędziła za siostrą. A ostatnie zdanie opowieści brzmiało:
A on nie przestawał namawiać do złego.
<3
OdpowiedzUsuń