sobota, 9 kwietnia 2016

Po trzynastu latach #14

Nadchodził maj, a wraz z nim cieplejsze dni i noce, a także przyjemniejsze lekcje opieki nad magicznymi stworzeniami i częstsze wycieczki uczniów po błoniach. Do tej pory jedyną odpowiedzią, jaką Julie otrzymała od matki, była krótka notka o treści "Porozmawiamy w domu". Było to dla niej niezwykle stresujące, tak jak i kolejne problemy w nauce oraz napięte relacje rówieśnicze. Jednak nie wiedziała, że wkrótce stanie się to.

Majowa noc owiała Hogwart. Ciemność ogarniała dormitoria Gryfonów. W jednym z łóżek spał już od czterech godzin Harry Potter. Cisza w tym pokoju byłaby nieznośna dla słuchającego jej człowieka, który byłby w pełni świadom tego, co się dzieje. Jednak tam wszyscy spali jak nieżywi.
O godzinie drugiej pięćdziesiąt osiem czarnowłosy czternastolatek obudził się. I dla niego cisza ta okazała się być nieznośna, bowiem po kilku minutach próby zaśnięcia wstał i wymaszerował do pokoju wspólmego Gryffindoru. W kominku iskrzyły się ostatnie płomyki. Usiadł na szerokiej kanapie.
Harry westchnął ciężko. Siostra od miesięcy męczyła go, twierdząc że ich ojciec żyje, a Voldemort przygotowuje zamieszki. Po ostatnich czterech nieprzespanych nocach pełnych myśli doszedł do wniosku, że w tej nieprawdopodobnej historii może być cienka nić prawdy, której wcześniej nie dostrzegł. Wstał i na palcach poszedł do dormitorium. Wyciągnął z kufra pelerynę niewidkę i chwycił różdżkę. Gdy wyszedł na korytarz, stwierdził z irytacją, że panuje tam równie przenikliwa cisza, jak w dormitorium. Mimo to szedł przed siebie. Idąc wolnym krokiem rozglądał się wokół i obserwują każdy kąt korytarza. Słyszał przerywający ciszę odgłos kapiącej wody.
Nagle zobaczył przed sobą to, co zobaczyć chciał. Przed jego oczami pojawiły się olbrzymie drzwi. Znajdowały się we wnęce, a zdobienia wyglądały wyjątkowo skomplikowanie. Był pewny, że to one-drzwi do Pokoju Życzeń.
Harry uśmiechnął się do siebie. Po co w ogóle to robi? Pociągnął za klamkę, otworzył drzwi i wszedł do pokoju. Gdy postawił pierwszy krok za progiem, drzwi zniknęły za nim. Wziął głęboki oddech.
- Jest tu ktoś?-krzyknął.-Zmarły ojciec, albo coś takiego?
Po wysłuchaniu chwili głuchej ciszy parsknął śmiechem.
- Harry, idioto, na co liczyłeś?-powiedział do siebie.
Rozejrzał się. Pokój miał brudne, szare ściany i drewnianą podłogę. Nie było tam nic poza tanim żyrandolem zwisającym krzywo z sufitu. Na podłodze kłębił się kurz, a najdalsze zakamarki pokoju były zupełnie ciemne, światło starej lampy nie docierało do nich. 
- Dziecko z wybujałą fantazją-mruknął do siebie.-Ty głupia dziewczynko... prześmiewczo traktować moją rodzinę... Och, tatusiu, uratuj mnie!-mówił sarkastycznym tonem.-Będziemy razem do końca życia, wróć!
Harry kopnął w ścianę.
- Kiedy uwierzysz?-odezwał się głos.
Chłopak odwrócił się z przerażeniem.
- Wiem, że to nieprawdopodobne, ale zawsze miałem nadzieję, że jesteś do mnie podobny, a ty po prostu unikasz jakichkolwiek fantazji...-kontynuował James. Wyszedł z ciemnego kąta z załamaną miną.-Przepraszam cię, synu, że musiałes czekać na mnie przez trzynaście lat. Przepraszam, że mnie tu nie było. A ja ciebie obserwowałem, Harry. Nie mogłem się ujawnić, bo... nikt nie powinien wiedzieć. Plotki szybko się rozchodzą.
- Ty naprawdę... naprawdę żyjesz?-wyjąkał przerażony chłopak.
- Naprawdę-mężczyzna wbił wzrok w podłogę.-I jestem tu, aby chronić ciebie, mamę i Julie.

Serce dziewczynki biło szybciej. Ze zdenerwowaniem mięła spódniczkę. Było cicho, słychać było jedynie przewracanie kartek.
- Potter, Julie.
Coś ukłuło ją w żołądku. Westchnęła i wstała z ławki. Wyszła na środek klasy, patrząc w podłogę. Spojrzała na nauczycielkę.
- Zamień tą mysz w pucharek-rzekła McGonagall, stawiając klatkę na pulpit.
- Tylko tyle?-mruknęła przerażona Julie.
- Cóż, dzisiaj zdajemy transmutację gryzoni-powiedziała kobieta z irytacją.-Ale jeśli chcesz, możesz już u mnie zaliczać SUMy.
Dziewczynka odetchnęła z ulgą.
- Przepraszam, pani profesor.
Przystąpiła do wykonania swojego zadania. Już po kilkunastu sekundach wróciła do ławki.
- Wybitny-uśmiechnęła się do Darrien, chudej dziewczynki, która siedziała z nią w ławce.
- Super. Tylko następnym razem słuchaj, co się dzieje, bo ta kobieta ci da popalić, jak się dowie, że na lekcjach... piszesz pamiętnik-poprosiła blondwłosa.
- Och, przestań. Póki nie zaczniemy czegoś nowego, nie może mi nic zarzucić.
- Tak, ale...
- SORRENO DARRIEN, ILE MAM POWTARZAĆ?-rozległ się donośny głos McGonagall.
Darrien wstała i podeszła do pulpitu z krótkim "przepraszam".
Julie patrzyła, jak koleżanka podchodzi do nauczycielki. Po chwili schyliła się pod ławkę i wyciągnęła wielki, czarny notes. Otworzyła go na stronie w połowie i zapisała kilka słów. Wyjrzała przez okno, po czym napisała następne dwa zdania, zamknęła zeszyt i gdy Darrien wracała, włożyła go znów do torby.
Lekcja minęła. Profesor McGonagall wpisywała oceny za transmutację gryzoni, a oni mieli sporządzać notatki z kolejnego tematu.
Julie ustawiła się w kolejce do drzwi. Uczniowie wytłaczali się teraz z klas, a korytarz zapełnił się. Uszy dziewczynki wypełnił gwar: rozmowy i szum. Gdy szła na eliksiry, musiała się przeciskać między ciasnymi grupkami uczniów.
Wreszcie udało jej się dotrzeć do klasy. Prawie cała grupa uczniów siedziała już w ławkach. Ciemna sala była wypełniona nieprzyjemnym, duszącym zapachem.
- Idioci-mruknęła Darrien, patrząc na Mugby'ego Hubstone'a, który wraz ze Stephenem Courtsem patrzył na swój niebezpiecznje bulgocący kociołek.
Julie usiadła w pierwszej ławce i rozłożyła rzeczy. Przypatrywała się rówieśnikom mieszającym coś w kociołku.
Po kilku minutach do klasy wszedł Snape. Trzymał w ramionach kilka opasłych ksiąg, które po chwili położył na biurku. Uczniowie nie zwracali na niego uwagi. W powietrzu latały papierki, a klasa ciągle zachowywała się głośno. Usiadł na krześle i zaczął przeglądać swoje notatki. Minęło kilka minut, zanim stracił cierpliwość.
Nauczyciel wyszedł na środek klasy i rozejrzał się. Zmierzył uczniów wzrokiem i spotrzegł, że w ciemnej sali Gryfoni całą grupą siedzą w ostatnich ławkach i chowają się za rówieśnikami. Nagle rozległ się huk. Kilka dziewcząt pisnęło i spostrzegli ksiegę leżącą u stóp profesora.
- Minus pięć dla Gryffindoru za...-zatrzymał się-nieaktywne uczestniczenie w lekcji-słowa te wypowiedział z satysfakcją w głosie.
- Za co?!-krzyknął Alan McBurty z tyłu.
- Och, coś się nie podoba?-zakpił Snape.-Jeszcze jedno minus pięć.
Chłopiec ucichł. Ślizgoni zarechotali. Tylko Julie kuliła się nieśmiało w pierwszej  ławce.
- Slytherin traci pięć punktów za przeszkadzanie w trakcie lekcji.-powiedział mężczyzna.
- Profesorze!-jęknęła Darrien.
- Tak, Sorreno? Wiesz może, jak przygotować eliksir wielosokowy?
- Nie omawialiśmy tego...-mruknęła zawstydzona dziewczyna, odgarniając długie, złote włosy.
- Minus pięć za wtrącanie się i minus pięć za wiedzę-powiedział z kamienną twarzą.
Klasa była cicho. Gryfoni coraz bardziej kulili się z tyłu.
- Gryffindor traci dziesięć punktów za nieuwagę-rzekł.-Potter, idź do biblioteki po Wszelkie Antidota Berty Johnson. Zapomniałem wziąć.
Rudowłosa wstała z ławki, uśmiechając się przymilnie do nauczyciela. Czym prędzej podeszła do drzwi i zniknęła za rogiem.
Gdy oddaliła się od nieprzyjemnej, ciemnej sali, zrobiło jej się lżej na sercu. Miała wrażenie, że z tygodnia na tydzień profesor staje się coraz bardziej nerwowy i odejmuje punktów za każdą drobnostkę-im, jego podopiecznym.
Szła korytarzem, nie zważając na dziwne odgłosy dochodzące zewsząd. Nagle, gdy skręciła w boczny korytarz, ktoś chwycił ją za dłoń i pociągnął za sobą. Dziewczyna wstrzymała oddech i spojrzała na blondyna. Draco Malfoy trzymał ją za rękę, rozglądając się niespokojnie po korytarzu. Po chwili puścił jej rękę i spojrzał pytająco na jej bladą ze strachu twarz.
- No to jak będzie?-uśmiechnął się drwiąco.

3 komentarze:

  1. Aaa!! Superowy
    Na początku sorki,że dopiero teraz,ale jakoś tak wyszło.Co do rozdziału to jest świetny!Ciekawi mnie co zrobi Julie ,no i tak w ogóle i w szczególe jest mega super extra fajne.No i jak zawsze czekam na Jamily <3 Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń