niedziela, 12 marca 2017

Przestroga #20

Czytasz? Skomentuj!

Wokół rozlegał się szum fal. Dziewczyna nie widziała nic, jednak czuła zapach słonej wody i słyszała huk, jakby ta uderzała o klify. Jej umysł nie odczytywał jeszcze nic wokół. Bała się otworzyć oczy, bała się ujrzeć przestrzeń wokół siebie.
Nie pamiętała upadku, choć wiedziała, że opada w dół. Nie poczuła bólu. Czy to już śmierć? A więc śmierć nie boli. Nie boli, choć powinna. Nie należy bać się śmierci, bo gdy pojawia się śmierć, my jej nie odczuwamy. Nie odczuwamy śmierci, nie odczuwamy bólu, nie odczuwamy emocji, nie odczuwamy strachu, nie odczuwamy nic. Boimy się śmierci, gdy jest blisko, ale nie wiemy, gdy już nadejdzie. Ale czy to na pewno śmierć?
Powoli zaczęła dochodzić do siebie. Poczuła zapach, ciepły piasek i nacisk kamieni na kręgosłupie. Oddychała wolno, ale równo. Po chwili poczuła też gorące promienie słońca na skórze. Zamrugała delikatnie i przetarła twarz. Otworzyła oczy, ale obraz nadal rozmazywał jej się, jakby znajdowała się w środku śniegowej kuli. Ujrzała błysk światła nad swoją głową, jakby słońce przygasło i rozbłysnęło ponownie. Dziewczyna czuła osłabienie-jakby stało się coś, co nie mogło się stać... usiadła. Podpierała się rękoma, bo miała wrażenie, że pod ciężarem głowy kręgosłup pęknie na kilkaset kawałków. Kiedy zaczęła rozglądać się wokół, początkowo nic nie zobaczyła. Nadal światło oślepiało ją na tyle, że nic nie widziała.
Wreszcie ujrzała zarys scenerii. Widziała, że leży na piasku, na ciepłym piasku ogrzewanym przez słońce. Czuła na dłoniach odzierające ją kamienie. Wzięła garść piasku i zaczęły przesypywać ją z ręki do ręki, jakby chciała się przekonać, że się nie myli. Westchnęła. Spojrzała przed siebie. Zobaczyła tylko zieleń-nadal wszystkie szczegóły rozmazywały jej się w oczach. Obróciła obolałą głowę i spojrzała na niebo. Coś przysłaniało jej teraz ten idealny błękit-jakby drzewo, ogromne drzewo. Szum fal uderzający o klify... jak to możliwe? Spojrzała za siebie. Wielka przepaść, a za nią idealnie czysta morska toń. Gdzie była? Nie wiedziała tego i nie mogła się dowiedzieć. Spadając z kilkudziesięciu metrów śni o plaży, morzu i urlopach? Koniec tego.
Cóż, najważniejsze jest, aby postarać się dojść do tego, gdzie się znalazła. Po kilku minutach udało jej się wstać na własne nogi. Kiedy rozglądała się wokół, nie kojarzyła nic-które z mórz i oceanów na świecie jest tak idealnie czyste i spokojne? Które z mórz rozpościera się pod wysokimi klifami? Które z oceanów spowija ciągły szum wiatru? Tak, wiatru: odgarnęła włosy z twarzy i wzięła głęboki wdech, aby napawać się czystym powietrzem w tej okolicy. Wiało  jej w twarz tak, że aż do oczu napłynęły łzy. Ale czy to na pewno przez wiatr?  Nie wiedziała tego. Czuła się teraz pusta, samotna... nie przejmowała się w ogóle tym, że cudem musiało być jej pojawienie się tutaj. Podeszła do niebezpiecznego brzegu. Czy to odpowiedzialne? Ziemia jest krucha.
Usiadła tam mimo tego, że bała się opuścić nóg. Wdychała czyste powietrze, wdychała zapach igieł, słonej wody i gorącego piachu. Poza szumem nie było słychać nic-żadnego innego odgłosu. Miała wrażenie, że jest tam od kilku godzin...
— Julie–usłyszała czyjś spokojny głos.
Odwróciła się, nasłuchując, ale nikt nie pojawił się w zasięgu jej wzroku. Rozejrzała się wokół, przeczesując swoje długie, rude włosy palcami.
Zza jej pleców rozległ się szelest. Kiedy spojrzała za siebie, ujrzała wreszcie wysokiego mężczyznę.
Zerwała się z miejsca, potykając się o własne nogi i pobiegła w jego stronę.
— Tato!–pisnęła z radością, rzucając mu się na szyję.
— Julie-uśmiechnął się.–Mam dla ciebie sporo ważnych wiadomości.
— Coś się stało?-spytała.
Mężczyzna odwrócił się na pięcie. Widziała, jak bardzo się spiął.
— Proszę cię tylko o jedno, córeczko. Nie przejmuj się za bardzo. Sytuacja jest poważna, ale nie możemy po prostu odebrać ci dzieciństwa–mówił cicho.-A więc... musisz wiedzieć, że mama jest teraz w Świętym Mungu.
Źrenice nastolatki zwęziły się natychmiastowo. Już chciała otwierać usta, gdy ojciec kontynuował.
— To nic poważnego, wyzdrowieje niedługo, ale bardziej istotne jest to, jak to się stało.–Wypuścił głośno powietrze z ust.–Nasza organizacja została wykryta przez ministerstwo. Knot już wie, że spiskujemy i sądzi, że chcemy pozbawić go stanowiska...
— Przecież to chore!-wybuchnęła.–Nie zna prawdy, nie może was oceniać!
— Wiem, Julie–mruknął.–Ludzie z ministerstwa otoczyli nasze zebranie. Myśleli, że sprawczynią całego tego zdarzenia jest Lily. Rzucili się na nią. Zabrali ją. Musiałem jechać do Londynu i wszystko wyjaśnić, udowodnić, że ja założyłem organizację. Próbowałem im wmówić, że organizacja ma na celu charytatywną pomoc skrzywdzonym przez Śmierciożerców...
— Boże złoty, jakie to głupie–jęknęła dziewczynka.
James zrobił kwaśną minę i tylko potaknął.
— Julie, miejcie się na baczności. Mówię to tobie, bo ufam ci bardziej niż Harry'emu. On jest zbyt delikatny na takie informacje. A ty masz na tyle wyobraźni, żeby zrozumieć. I mam do ciebie prośbę. Nie mieszajcie się w to. Macie się trzymać razem i nie robić ryzykownych rzeczy. Nie próbujcie nam pomagać.
Nie zamierzali. Ale teraz w głowie dziewczynki zrodził się nowy pomysł. Mimo to potaknęła.
— Tato... tak właściwie to jak ja się tutaj znalazłam?
— Moje sztuczki są niesamowite, prawda?–uśmiechnął się.–Dowiesz się w swoim czasie. Teraz przywrócę cię do rzeczywistości. A, właśnie. Prawdopodobnie przewożą cię teraz nieprzytomną do pani Pomfrey, ale nie martw się, mam swoje sposoby na wyleczenie cię.
Rudowłosa nie rozumiała nic, tylko patrzyła zdziwiona na mężczyznę. Czemu nie skontaktował się z nią, gdy spała? Chyba jednak wolała o tym nie myśleć.
— Żegnaj, Julie.
Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nagle widok rozpłynął się jej przed oczami. Usłyszała rozemocjonowane głosy, a gdy udało jej się podnieść powieki, zobaczyła koło rozradowanych na widok jej tęczówek osób. Harry, Amy, Elizabeth, Hermiona Granger, a nawet... nie, to niemożliwe. Draco Malfoy. Gdy zaczęli ją witać, uśmiechnęła się nieznacznie.
— Chciałabym zostać sama z Harrym.
Uśmiechy zniknęły z twarzy przyjaciół i Dracona (którego niewątpliwie do tej grupy nie zaliczała). Zaczęli zbierać swoje rzeczy, wrzucać je do toreb i poprawiać kostiumy, po czym ruszyli w stronę drzwi. Kiedy wyszli, spoważniała.
— Mamy zadanie, braciszku. Zaczyna się czas rebelii.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz