środa, 11 listopada 2015

Nigdy więcej nic mu nie mów. (#05)

Przepraszam was za nieobecność, nie mogłam wstawiać rozdziałów przez jakiś czas. Przychodzę z następnym


Szumiało mu w głowie. Draco wytężał myśli. Trzeba stawić mu czoło. Jemu to nie ujdzie płazem.
Chciał wziąć udział w Turnieju. Potter chciał mu zabrać dobrą sławę. A Julie sprawiała wrażenie złej przez fakt, że jej brat może wygrać. Mówiła z dumą, ale i niechęcią. On, Draco Malfoy zastąpi go w turnieju, a Potterowa go polubi. Zaraz. Stop. Po co?

Do dormitoriów Gryfonów wpadały pierwsze promyki słońca. Harry wstał i powoli zmierzając do pokoju wspólnego, przeciągnął się. Mimo tej wczesnej godziny, fotele były zapełnione. Zdawało mu się to podejrzane. Stanął na schodach i zaczął przysłuchiwać się szeptom.
- Przestań go męczyć-rozległ się rozkazujący głos, który chłopak rozpoznał od razu.
- Mogłabyś się nie wtrącać do tego, co ja robię? Ty go opuściłaś. Ja mam obowiązek go na dobrą drogę wyprowadzić. Jesteś nikim. Wiem, że się w nim kochasz, ale niewiele zdziałasz.
- Co ona tu w ogóle robi? Nie powinno jej być u nas-warknął kolejny głos.
- Przestań mnie męczyć, bądź pokorny! Nie przeszkodzisz mi i tak.
- Tak bliska osoba chce mu zniszczyć życie? Do rodziny nie ma szczęścia.
- No. To przymknij się, idę do dormitorium.
- Swojego oczywiście, żmijo.
- Wiem od ciebie lepiej, gdzie pójdę.
Harry nie wytrzymał. Wystawił głowę zza ściany i rzucił wściekłe spojrzenie trójce stojącej na środku. Hermiona, Ron i Julie.
- Spadaj do swojego dormitorium. Nie powinno cię tu być. Porozmawiamy później. Nie masz prawa tu przebywać-rzekł pokazując palcem drzwi.
- Oczywiście, braciszku. Już idę-mruknęła Julie i szybko wyszła z pokoju wspólnego Gryfonów.
- A wy co?-warknął Harry.-Nie odzywacie się do mnie, ignorujecie, chodzicie naburmuszeni, a teraz co? Jeszcze pewnie knujecie coś przeciw Julie! Co chcecie jej zrobić? Myślałem, że mam przyjaciół, ale oczywiście fałszywych lub żadnych! Prawda?
- Harry, proszę, przecież nic złego nie robiliśmy-mruknęła Hermiona.
- Twoja siostra jest przeciwko tobie. Naprawdę. Dlaczego nam nie wierzysz?
- Ale ona jest tylko biedną, małą, zagubioną dziewczynką. Jest w Slytherinie przez przypadek!
­ Ciebie Tiara też przez przypadek chciała tam przydzielić?
Zapadła cisza. Harry spojrzał w podłogę. Miał wrażenie, że słyszy bicie swojego serca. Wzdrygnął się. Jego ciało przeszył okropny ból, spuścił na podłogę trzymane pudełko z czekoladowymi żabami i upadł.
- Harry!-krzyknęła Hermiona i rzuciła się na ratunek.-Boże, Ron... co mu się stało?
- Nie wiem. Nie obchodzi mnie to.
- Ty bezduszny potworze!-załkała.-Harry...
Hermiona wstała i jak najszybciej pobiegła do dormitorium. Porwała z szafki flakonik z zielonkawym płynem i wróciła. Odkręciła go i zaczęła wlewać Potterowi do ust.
Nastał wieczór. Ron się nie odzywał, a Hermiona klęczała nad Harrym, który leżał na kanapie. Wiedziała co mu się stało-to był nagły atak syncopus totalus. Na szczęście niedawno dostała od profesora Dumbledore'a eliksir przeciwdziałający: vivus admiratio. Czarodziej wiedział, że Harry choruje. Jednakże mimo podania eliksiru, który (według nazwy) miał natychmiastowo przywracać do życia, Harry leżał nieruchomo w pokoju wspólnym i nie kontaktował. Plusem był fakt, że reagował ruchem oczu. Wiedzieli, że nie jest źle.
Tymczasem Julie siedziała na kanapie obok Malfoya. Chłopak przeglądał jakąś książkę, a ona przypatrywała się mu uważnie.
- Znowu się na mnie gapisz.
- Och, przepraszam-mruknęła.-Draco?
- Czego chcesz?-warknął blondyn.
- Czy ktokolwiek mnie tutaj lubi?
­ Chyba tak-odpowiedział nadal zachowując kamienny wyraz twarzy.
- Ale kto? Nikt ze mną nie rozmawia. Nikt mnie o nic nie pyta. Nikt nic o mnie nie wie. A więc dlaczego miałabym pozostać w Hogwarcie?
- Jesteś śmieszna.
Wieczór minął szybko. Julie siedziała wciąż w pokoju wspólnym Ślizgonów. Patrzyła na kominek i myślała. Miała wrażenie, że dzisiaj nie zaśnie, więc zabrała się za czytanie książki „Tajemnice Salazara”, którą wypożyczyła ze szkolnej biblioteki jakiś miesiąc temu z powodu dziwnego zajścia.
Harry opowiadał dwa lata temu dziesięciolatce o słynnej Komnacie Tajemnic. Nie wierzyła w to, że ona istnieje. Teraz, czytając książkę, była wreszcie świadoma faktu, że brat nie zmyślał. Teraz wiedziała już, dlaczego w te wakacje usłyszała między trawą ludzki głos. Sycząca żmija chciała jej coś przekazać. „Nigdy więcej nic mu nie mów”

1 komentarz:

  1. Bardzo mi się podobał :). Tylko proponuję bardziej rozwijać pewne fragmenty ;), np. kłótnia złotej trójcy mogłaby być dłuższa ;).
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie, Hariet.

    OdpowiedzUsuń